12 maja 2016

WARSZAWSKA MAJÓWKA


Wpis nieco opóźniony z racji niemożności ogarnięcia się po powrocie do rzeczywistosci :)
Powiem, że ta przedłużona majówka (aż 8 wolnych dni) była mi bardzo potrzebna. Kiedyś w tym czasie, zawsze uciekałam z Warszawy, teraz, mając ku temu okazję, pojechałam tam z wielką chęcią, poleciałam niemalże na skrzydłach. Było pięknie, zarówno pogodowo, przyrodniczo, jak i towarzysko. Niezawodna Mama jak zwykle pozwoliła się wyspać i wyjść tam gdzie tylko chciałam i na ile tylko chciałam, bez zegarka w ręku, stresu, ograniczeń. Kubuś też użył, poszalał z babą, którą wzywal krzycząc w niebogłosy: "Baba, babaaaaaaaaa" jak tylko otworzył oko o tej 5-6 rano. Była pierwsza w jego młodziutkim życiu wizyta w Wilanowie, w Łazienkach, w najpiękniejszym okresie jakim tylko się da, w którym wszystko kwitnie, pachnie, zachwyca. Pierwsza wiewiórka, pierwsza przejażdżka autobusem, pierwsza zabawa w piaskownicy (nie to, że w Puławach nie ma piaskownic, są, są, chociaż w sumie zmniejszone nie wiadomo dlaczego do mikroskopijnych rozmiarów, ale są, po prostu pogoda wcześniej nie do końca dopisywała), pierwsze tramwaje, dźwigi widziane oczami małego człowieka. No dużo było tych pierwszych razów i dzieciak miał frajdę.
Były długie spacery, pyszne gryczane pierogi na Krakowskim Przedmieściu, całkiem smaczne ręcznie robione pierożki wg chińskiej receptury z krewetkami, jajkiem i szczypiorem przyrządzane na parze, w Dim Sum House na Chmielnej. Również na Chmielnej oryginalne lody w N’icecream Factory, przygotowywane na bieżąco przy użyciu ciekłego azotu, ze składników, które sam wybierasz. Ja zaszalałam łącząc bazę jogurtową ze świeżymi truskawkami, chałwą i ciasteczkami oreo. Była też tradycyjnie moja ukochana pizza Raffinata w Mela Verde, skonsumowana z przyjaciółką ze studiów, z którą namiętnie odwiedzałyśmy to miejsce w czasach studenckich, no gdzie? Też na Chmielnej. Oczywiście nie wszystko na raz! :) Był też powrót do czasów studenckich, czyli Juwenalia, Kult i Happysad, w doborowym towarzystwie, beztrosko spędzony czas, kupa śmiechu, szum w głowie, ciuchy zalane piwem, podeptane buty i sikanie w tojtojach. No żyć nie umierać.
Do tej pory nie mogę się jakoś ogarnąć po powrocie i chyba muszę przyznać przed sobą otwarcie, że bardzo mi jednak Ciebie brakuje Warszawo, Mamo, Olu jedna i druga, Aniu, Ago, z którą trym razem nie udało się spotkać. Brakuje rodziny, przyjaciół, miejsc, nowości, hałasu, szumu, ekstrawagancji, różnorodności, brakuje warszawskiego życia. Łeeeeeeeeeee….:(
Nie byłabym sobą, gdybym tego warszawskiego pobytu nie uwieczniła na zdjęciach.















 











 

 
 

4 komentarze:

  1. Pięknie! Och, jaj ja zazdroszczę Ci możliwości takiego udania się do "baby" i poszalenia choć trochę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki:) Powiem, że taka możloiwość to super sprawa. Zaraz człowiek jakiś weselszy i bardziej do życia :) Pozdrawiam!

      Usuń
  2. Niektóre zdjęcia bardzo ładne :D

    www.fotoomarta.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń