9 listopada 2015

MATKA-MISTRZYNI ORGANIZACJI Z WIDOCZNYM BICKIEM

 



Nie będę pisać o uczuciach i tym jak pięknym wydarzeniem było przyjście Kuby na świat, a raczej skupić się na tym co zmieniło się w moim życiu codziennym odkąd ten mały psotnik stał się jego częścią.



1. PERFEKCYJNA PANI DOMU
Jeszcze jak Kuba mieszkał w moim brzuchu stałam się sprzątaczką perfekcjonistką na pełen etat, dopadł mnie tzw. syndrom wicia gniazda. Ciągle coś ogarniałam, ciągle gdzieś widziałam brud, przestawiałam, przygotowywałam, czyściłam, dezynfekowałam bo chciałam, żeby było idealnie kiedy przyjedziemy do domu ze szpitala.
Kiedy już byliśmy w domu w każdej wolnej chwili, czyli gdy Kuba spał prasowałam, prałam, zamiatałam do utraty sił. Nie byłam w stanie się opanować. Czułam się źle gdy w domu panował chaos. Gdy mały zasypiał chciałam ogarnąć tyle na raz, że sama się w tym gubiłam, zapominałam o rzeczach, które zaczęłam robić i zostawiałam je niedokończone i tak zapierdzielałam, że ze zmęczenia mieszało mi się już w głowie. 
To zboczenie, choroba, natręctwo czy jak to tam nazwać zostało mi do dziś a już jak przeprowadziliśmy się do nowego mieszkania osiągnęło swoje apogeum. Ciągle biegam ze szczotą, ścierką, odkurzaczem. Postanowiłam jednak trochę odpuścić i poświęcić się przyjemnościom, między innymi pisaniu bloga bo ile można! Mimo to dokładam wszelkich starań by chałupa wyglądała schludnie.

2. ROBOT WIELOFUNKCYJNY Z WIDOCZNYM BICKIEM 
Bycie matką nauczyło mnie gotować, sprzątać, wyparzać flaszki Kuby lewą ręką bo prawą zajmuje często on sam, co sprawiło, że stała się ona o wiele sprawniejsza niż kiedyś . Tendencja ta znacznie nasiliła się w ciągu ostatnich kilku dni i nie wiem o co chodzi, czy to zęby czy co, Kuba ciągle chce na rączki, jak tylko zobaczy, że zaczynam coś robić w kuchni, ze zdesperowanym okrzykiem: 'Mama, mama' przyraczkowuje do mnie, staje za mną i wspina się na moje nogi, i biada gdy jestem akurat w przyluźnej pidżamie jeszcze z czasów ciąży bo wtedy zmywanie z gołą dupą murowane.
Częste targanie Kuby i zakupów na 3 piętro, wnoszenie i znoszenie wózka wraz z pasażerem spowodowało, że moje ręce się wyrzeźbiły i pod warstwą tłuszczyku widać niezły zarys mięśni. Hura!


3. JAK CUDOWNIE, WRESZCIE MAM CHWILĘ DLA SIEBIE
Bardzo o nią trudno bo jak  jakimś cudem już ją znajdę i rozciągnę się na kanapie z kubkiem upragnionej kawy to za 5 sekund przypomni mi się, że zapomniałam wstawić zmywarkę- o właśnie, zmywarka! Zaraz wracam :), że w pralce czeka na mnie pranie do rozwieszenia, że przecież muszę wyparzyć butelki małego bo jak wstanie głodny, to nie będzie miał z czego zjeść…i tak w kółko. A jak już siedzę zadowolona i jestem prawie pewna, że wszystko zrobiłam, to w głębi serca wiem, że najzwyczajniej w świecie o czymś zapomniałam bo to przecież niemożliwe:P Generalnie nauczyłam się już, że aby się naprawdę zrelaksować i zresetować to muszę koniecznie wyjść z domu. 

4. ŻE CO? ŻE JAK? ŻE O CO KAMAN?
Zapomniałam już o swoich ulubionych serialach i książkach. Odkąd urodził się Kuba zdążyłam przeczytać może kilka stron, i to na wakacjach. Przecież zawsze mam tysiąc innych rzeczy do zrobienia a za czytanie do poduszki nawet się nie zabieram bo wieczorami zazwyczaj padam na pysk. Bohaterowie moich seriali na pewno już dawno się zestarzeli i prawdopodobnie już nigdy nie nadrobię zaległości :) No chyba, że na emeryturze. O co kaman na świecie to ja już nie wiem albo wiem trochę bo czasem gdy mały śpi a ja w ferworze robienia wszystkiego na razaz przypomnę sobie o istnieniu odbiornika telewizyjnego ,włączam sobie TVN 24 i coś mi tam wpada w ucho kiedy latam ze szmatą lub szczotą.

5. PRYWATNOŚĆ? ZAPOMNIJ…
Kibelek nie jest już pomieszczeniem, w którym się zamykasz i w ciszy i spokoju robisz to co trzeba. No chyba, że mały śpi a ja mam farta i akurat wtedy mi się zachce. W przeciwnym razie jest sikanie z dzieckiem na kolanach lub w przypadku dłuższych posiedzeń wymyślanie mu zabaw na dywaniku przy kibelku, takich jak rwanie moich gazet lub papieru toaletowego.

6. MISTRZYNI ORGANIZACJI
Nie będę się tu rozwodzić. Jestem w stanie zrobić teraz duuuużo w krótkim czasie, ogarnąć kilka rzeczy jednocześnie. Stałam się mistrzynią organizacji. Non stop ścigam się z czasem ;) Teraz np. piszę ten post, smażę burgery i rozmawiam przez tel :)

I tak bym mogła jeszcze pisać i pisać ale skoro siedzę właśnie przed kompem, to znaczy, że Kuba śpi, a ja jestem nieumyta, rozczochrana, pranie czeka w pralce, a  obiad nieugotowany...RATUNKU!

Czy Wy też tak macie ja się pytam? 











6 komentarzy:

  1. nie mamy jeszcze dzidziusia (ale już staramy się), ale podejrzewam, że będzie tak samo :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Przechodzilam podobny czas, nawet śmiali się że mnie że co kto zadzwoni to ja sprzątam...potem Szymon podrósł i przyszedł czas że cały czas jemu poświęciłem (tak od ok 1.2-1.7) i dom stał odłogiem. Brałam się za sprzątanie dopiero jak mąż wracał z pracy- takie odwrócenie sytuacji wcześniejszej o 180 stopni. Po prostu szkoda mi było czasu potem już na sprzątanie jak Szymuś wszedł w taki fajny wiek poznawania wszystkiego. Rezultatem mojej pracy z nim jest jego płynna Nowa, mówił Już sporo jak miał 1.6 roku a teraz ma 2.4 miesiące i rozmawia z nami pełnymi zdaniami. ��❤
    Pozdrawiam i zazdroszczę bicepsów ��

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie pewnie też się to niedługo zmieni, ponieważ pod koniec stycznia wracam do pracy :( Bardzo nad tym ubolewam bo ciężko mi będzie zostawić Kubusia pod opieką kogoś innego i nie będę już mogła poświęcać mu tyle czasu...:(((((

      Usuń
  3. Heh, punkt na temat prywatności w łazience mnie "rozwalił" - jakbym o sobie czytała :) A i reszta punktów też się zgadza ;)
    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń