16 lutego 2016

WARSZAWIANKA NIE TAKA CAŁKIEM WARSZAWSKA




Jestem rodowitą warszawianką, taką  prawdziwą z dziada pradziada, a jednak w przeciwieństwie do większości ludzi migrujących z mniejszych miast do tych większych, ja obrałam inny kierunek. Od ponad dwóch lat mieszkam w Puławach. Przeprowadziłam się tu do mojego partnera, znalazłam pracę i osiadłam na stałe. Śmieję się, że jestem tutaj ‘słoikiem’. Mimo że często brakuje mi szumu wielkiego miasta nie żałuję swojej decyzji.
Moje życie w Puławkach  różni się znacznie od tego warszawskiego w wiecznym pędzie i korkach. Żyje się tu po prostu wygodniej i wolniej. Wszędzie jest blisko, nie trzeba tłuc się metrem w godzinach szczytu i być zmuszonym do wąchania zapachu spod pachy Pana X, przeciskać się rano przez podziemia w Centrum rozpychając się łokciami w tłumie pędzących do pracy zombie. Do pracy jedzie się 10 minut, wszystkie sklepy i supermarkety, urzędy są praktycznie w zasięgu ręki. Po pracy ma się jeszcze mnóstwo wolnego czasu. Teraz gdy urodziłam dziecko i wróciłam do pracy szczególnie doceniam przywilej mieszkania w małym mieście. Nie wyobrażam sobie co by było gdybym mieszkała teraz w Wawie , pracowała tam gdzie pracowałam przed przeprowadzką i wracała do domu późnym popołudniem. Miałabym raptem 2 h dla dziecka… co to jest ja się pytam??? Myślę, że nie dałabym rady ogarnąć tego wszystkiego, tzn. dziecka, chałupy, zakupów itd. Bo teraz ledwo daję radę. Może to kwestia przyzwyczajenia się i przestawienia na nowy tryb życia, nie wiem…. Kiedyś ten pęd, tłum, korki raczej nie przeszkadzały mi, były moją codziennością, moim chlebem powszednim.  Byłam z tymi to korkami i tłumem anonimowych ludzi pogodzona, żyłam z nimi w symbiozie nie buntując się, traktowałam jako normę bo nie zdawałam sobie sprawy z tego, że można żyć inaczej, wolniej, spokojniej- idealne warunki dla matki po trzydziestce z małym dzieckiem, która już w życiu się wyszalała i potrzebuje trochę świętego spokoju.
Puławy nie oferują co prawda tylu rozrywek, knajp, klimatycznych miejsc, ale za to jest mniej pokus do wydawania kasy. Z zakupami ciuchowymi też się tu raczej nie poszaleje, ale przecież zawsze można skoczyć do  Lublina, Radomia, czy na weekend do Wawy. Wtedy te całe zakupy i jedzenie w knajpach całego świata lepiej smakuje. Tutaj jestem skazana na całkiem dobre sushi i wszechobecną pizzę, lepszego lub gorszego sortu. Puławianie muszą być wielkimi wielbicielami tego włoskiego specjału. Szkoda tylko, że tak naprawdę nie można tu zjeść prawdziwej włoskiej pizzy...Che peccato! (jaka szkoda). Nie wypróbowałam jeszcze od niedawna otwartej włoskiej knajpy. Może ona podratuje sytuację.
Kolejnym argumentem przemawiającym za LPU są  ceny mieszkań, o wiele niższe w porównaniu do cen warszawskich, lecz mimo wszystko wyższe  niż w innych tej wielkości miastach ze względu na obecność Zakładów Azotowych Puławy.
Największym minusem mojego puławskiego  hajlajfu jest życie z dala od rodziny, przyjaciół i znajomych. Tego niestety nic nie jest w stanie mi zrekompensować…
Lubię te Puławy, ponieważ są według mnie przyjaznym, zadbanym i fajnie położonym miastem z wieloma atrakcjami dla mieszkańców, chociażby nowym kompleksem basenowym, pięknym Parkiem Czartoryskich, śliczną Mariną i nowym deptakiem nad Wisłą.
Kocham Cię Warszawo, ale na razie zostaje tu bo jest mi tu lepiej i łatwiej, bo czuję się tu  po prostu dobrze. Będę Cię odwiedzać często, zaspokajać swoje warszawskie potrzeby i wracać tu do LPU by ukryć się w moim małym zaciszu i żyć sobie spokojnie. Kto wie, może kiedyś znudzi mi się to życie i wrócę na ojczyzny łono J
A Ty mój drogi czytelniku, co o tym wszystkim sądzisz? Gdzie mieszkasz? Jakie masz doświadczenia? Jaki styl życia preferujesz?
















1 komentarz:

  1. Ja pochodzę z średniej wielkości miasta. Obecnie mieszkam w Gdańsku. I są we mnie dwie natury - z jednej strony lubię tu mieszkać - zawsze coś się dzieje, są knajpki, kina, teatr itd. I choć nie mieszkam w centrum miasta, a w dzielnicy, którą można by nazwać małym odrębnym miasteczkiem, gdzie blisko las, jeziora, parki, to czasem ciągnie mnie do ciszy. Niekiedy napada mnie ochota, by wyprowadzić się gdzieś na wieś, z dala od pędzącego miasta :)

    OdpowiedzUsuń